 |
 |
|
 |



|
ZBYT LUDZKO Bogna Świątkowska [2010-07-01]
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.
<<< Norman Leto, Narrator i Nel, Sailor, kadr z filmu, 2010, dzięki uprzejmości artysty
<<< Norman Leto, Bryła życia aktorki Geraldine Chaplin, dzięki uprzejmości artysty
<<< Norman Leto, Sailor, kadry z filmu, 2010, dzięki uprzejmości artysty
Powiedziałeś, że streszczenie twojego filmu jest rzeczą niemożliwą. Na czym polega ta porażka niemożności streszczenia?
Na jego fabularnej stronie przede wszystkim. Książka jest bardzo spójna fabularnie, natomiast film jest jedynie uzupełnieniem wizualnym dla książki i nie ma tak ostro zarysowanej fabuły, żeby dało się to łatwo streścić. Zrobiłem ten film, żeby ostrzec czytelników przed sposobem rozumowania, jaki uprawia ten narcystyczny idiota – narrator mojej książki. Forma filmu jest podporządkowana stanom wewnętrznym narratora. Raz jest poważnym i godnym zaufania człowiekiem, a później niedojrzałym emocjonalnie cwaniakiem – nie sposób poprowadzić takich skoków przy sztywnej konstrukcji filmu lub książki. Na przykład: gdy potrzebowałem w danej scenie męskiego, cynicznego cwaniaka, to prowadziłem narrację swoim głosem zza kadru, ale później potrzebowałem Narratora dojrzałego, więc milkłem i bez ostrzeżenia przechodziłem w narrację napisami, żeby uzyskać dojrzalszy efekt. Lubię, gdy jedne rzeczy płynnie przechodzą w drugie, to tak jak z tym rozdziałem filmu o synestezji, czyli o widzeniu dźwięków, dość trudnym do oddania w książce, łatwiejszym do pokazania na filmie. Nawet plakat do filmu jest podporządkowany cwaniactwu i niedojrzałej dumie, przeżeranej przez kompresję jpg. Zaraz właśnie jadę dokręcać scenę, w której Narrator opowiada o tym, że zarówno on, jak i jego zgrabna siostra mają po ojcu ten problem, że widzą dźwięki. Ja na przykład też tak mam. Synestezja.
Nie wiedziałam, że ją masz.
To nie jest jakieś spektakularne, to wbrew pozorom dość powszechne zjawisko. Nie ułatwia życia, czasem utrudnia. Na wojnie, albo w jakimś głośnym miejscu staje się problemem. Optyczne przedstawienie dźwięków. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, mówiąc obrazowo, synestezja to jest kwestia krzyżowania się pewnych połączeń mózgowych, razem z siostrą mamy po ojcu bardzo gęste okablowanie upchnięte w mózgu, w głowach – jest tak gęsto, że niektóre kable muszą się krzyżować: na przykład u mnie kable audio krzyżują się z kablami wideo, sygnał się miesza i w efekcie widzisz bryły dźwięków, czasem bryły wyrazów. Na przykład mojej siostrze krzyżują się kable wideo z kablami zapachowymi, więc czasem widzi zapachy. W filmie Narrator kopie wiszącą na drzewie oponę, drażniąc tym swojego psa. Dużo dźwięków. Scena jest najpierw pokazana normalnie, kręciłem to z ręki, kręciłem swojego psa wściekle gryzącego oponę. Po chwili jest powtórka tej sceny, ale już w głowie Narratora, jako matematyczne zobrazowanie bryły dźwięku wściekłości psa. Jest w tym filmie sporo podskórnej matematyki, bo nagrany dźwięk trzeba przeliczyć na bryły matematyczne, żeby móc go przedstawić wizualnie. Mózg robi to natychmiast i za darmo. Widzenie zjawisk w postaci brył lub kolorów jest w pewnym sensie dodatkowym zmysłem ułatwiającym każdą pracę. Może poza budowlanką (młoty pneumatyczne). Niektórzy pretensjonalni pisarze i muzycy szczycili się tym jako czymś niemal nadprzyrodzonym, ale w rzeczywistości jest to zwykłe przebicie prądu na ścieżkach w mózgu. Każdy neurobiolog wam to powie.
W twoim filmie pojawia się więc świat sensualny, zwykle niewizualizowany w filmach, stanowiąc istotną część narracji, której nie daje się streścić? Kim jest tytułowy Sailor?
Sailor to wyraz, który ładnie wpada w ucho. Jak Kodak. Albo jak Honda. Gdyby mnie jednak zmuszano do streszczenia filmu, to powiedziałbym, że film składa się z czterech wykładów prowadzonych przez inteligentnego, ale narcystycznego człowieka, który wykłada dla licealistów, obrazowo mówiąc między innymi o tym, co dzisiaj wiemy o mózgu, o obliczalności zachowania niektórych ludzi i tak dalej. Narrator w swojej wrodzonej złośliwości czasami się jednak zapomina i robi wycieczki po mniej wygodnych obszarach nauki. I wykłada im na przykład o bryłach życiorysu. Słyszałaś o moich bryłach życiorysów? Pokazują je teraz w CSW w Warszawie.
Nie. Na czym to polega?
Bryła życiorysu zostaje obliczona na podstawie danych biograficznych wprowadzonych przy pomocy odpowiedniego formularza, który wymyśliłem. Ponad 100 pytań. Jeśli chodzi o ceny, to dowolny klient płaci stałą stawkę za mój czas spędzony na wywiadzie i zadawaniu tych wszystkich pytań, później dodaję do tego cenę za czas obliczeń. Im bardziej złożona bryła życiorysu, tym więcej obliczeń i tym droższa cała zabawa. Najprostsza była jak dotąd bryła życiorysu mojego psa. Wprowadzane dane biograficzne obejmują ponad 100 tematycznie rozrzuconych pytań dotyczących takich wartości jak: przybliżona ilość przebytych kilometrów w podróży, ilość odwiedzonych państw, ilość partnerów seksualnych, ilość potomków, ilość rodzeństwa, wiek, nasilenie nałogów, roczna suma zarobków na przestrzeni lat, ilość podwładnych w instytucji (jeśli dotyczy), ilość wyników wyszukiwania Google Search (na temat portretowanej osoby), ilość publikacji (na temat portretowanej osoby), wzrost, orientacyjna krzywa masy ciała na przestrzeni lat oraz dziesiątki innych, absurdalnych wydawałoby się wartości, które pozwalają jednak na zwizualizowanie bryły życiorysu portretowanego w ten sposób człowieka. Oczywiście nie wszystkie pola są obowiązkowe, ale im więcej dokładnych danych zostaje wprowadzonych, tym bardziej szczegółowy kształt bryły powstaje na wyjściu (większa rozdzielczość bryły). Podczas pierwszych testów okazało się, że dość łatwo dostępne i stosunkowo szczegółowe dane życiorysu Józefa Stalina zostały przeliczone na ogromny, skomplikowany i abstrakcyjny kształt pełen rozgałęzień i kadłubów, odwzorowujących jego silne i złożone oddziaływanie na rzeczywistość. Podobnie gigantyczne i skomplikowane bryły powstały w wypadku wprowadzenia danych biograficznych Alberta Einsteina, Jana Pawła II i kilku innych postaci mających silne oddziaływanie na rzeczywistość. Dla kontrastu wprowadziliśmy też dane biograficzne przeciętnego pracownika szkolnego, skromnego człowieka wykonującego zgeometryzowaną i mało spontaniczną pracę, niewiele podróżującego i przeciętnie zarabiającego: Kształt takiej bryły życiorysu okazał się kilkanaście razy mniejszy od wspomnianych wcześniej, był przy tym bardziej powtarzalny w rytmice, z wieloma liniowymi regularnościami przypominającymi strukturę grzebienia. Co ciekawe i poniekąd przerażające, biograficzna bryła życiorysu pewnego pacjenta od dziesięciu lat przebywającego w stanie śpiączki okazała się prawie idealną kulą.
W filmie poszedłem dalej: wykład jest właśnie o tym. Narrator prezentuje bryłę życiorysu gospodyni domowej (wielkość grzebieniowatej zapałki) i celowo kontrastuje ją z niesamowicie opuchniętą, kanciastą bryłą Stalina (wielkość kortu tenisowego). Cały czas czuć cholerny cynizm narratora, kiedy mówi o nieciekawym chruście brył prostaczków, podczas gdy tak miło jest spojrzeć na bryłę kogoś o potężnym oddziaływaniu na rzeczywistość. Wykład o bryłach to jeden z kilku seminariów. Inny mówi o prawach biologicznych, jakim podlega każde stworzenie, niezależnie od tego czy jest kotem, psem, biznesmenem, artystą czy kuratorem. Jest też wykład o entropii, o tym, dlaczego z reguły nie lubimy rozpadu i smrodu. I jest też obrazowy wykład o różnicach w budowie mózgu jednostki wybitnie inteligentnej oraz skończonego kretyna.
Zainteresowanie naukami ścisłymi, nowoczesnymi technologiami, zawsze było widoczne w twoich pracach. Teraz widzę stosujesz je coraz śmielej i odważniej na polu sztuki.
Ktoś to musi robić, bo większość artystów nie ma pojęcia ani o matematyce, ani o fizyce, ani o neurobiologii. Mieszają pojęcia w mało skuteczny sposób i nie mając najmniejszego pojęcia o prawach fizyki od razu uciekają do metafizyki. Powoli zaczyna drażnić mnie to, że w galeriach, w tych lekkich pracach z listewek, w tych książeczkach, w tych neonach pierdolonych, w tych pracach z drutu, z papieru, ze skóry z pięt lub z czegokolwiek innego co mogę teraz wymyślić na poczekaniu, pomimo pozornej „nowoczesności” wciąż unosi się zbyt humanistyczny zapaszek zbyt klasycznie pojmowanej poetyckości pojedynczych gagów, efemeryczności, jednorazowości, hołdowany przez krytyków, bo lepiej czują się patrząc na sztukę przez pryzmat edukacji, która w przypadku krytyków i kuratorów też ma najczęściej korzenie zbyt humanistyczne. Strach przed zrobieniem czegoś, co jest naprawdę sprawcze (czyli naukowe podejście) jest często kompensowany ucieczką w zbyt impotencki humanizm. Naukowość nie wyklucza poezji, naukowość tylko podnosi to wszystko na wyższy poziom, dając szersze spektrum. Lądowanie na księżycu spełnia wszystkie kryteria happeningu, w zasadzie nie ma powodu, by krytycy sztuki nie uwzględnili tego happeningu w swoich mętnych zestawieniach razem z grupą artystyczną o nazwie NASA. Mówię to na krawędzi dowcipu, bo poza kilkoma wyjątkami, już do znudzenia od dziesięcioleci, happenerami są zazwyczaj wszyscy zbyt uduchowieni ludzie robiący swoje pokątne akcje, gagi, o których wszyscy po paru dniach zapominają, co z kolei ma niby zwiększać współczynnik efemeryczności dzieła. Humaniści uwielbiają ów współczynnik efemeryczności dzieła. Im dłużej się przyglądam tej poetyckiej efemeryczności prezentowanej na kolejnych wystawach, tym większą impotencję wobec życia czuję w tle. Nadmierna ucieczka w poezję nadal trwa. Nie ma się czego bać – to, że zdajesz sobie sprawę z tego, że księżyc jest zimną skorupą określonych minerałów, nie przeszkodzi ci w tym, żeby było fajnie podczas spaceru pod księżycem z półanorektyczną kochanką. Wynikający z edukacji podział na to co humanistyczne i naukowe jest najgorszym podziałem jaki powstał i myślę, że sztuka za bardzo idzie w tamtą stronę. Są oczywiście artyści którzy z kolei przeginają z naukowością, używają zbyt naukowego języka (żarliwość neofity). Ja staram się tego unikać, staram się tylko rzucić trochę światła na to, jak ciekawe możliwości wynikają z bardziej lodowatego spojrzenia na tak zwanego człowieka i na jego otoczenie. W moim filmie jest taka scena, w której Narrator karmi obolałą dziewczynę silnym środkiem przeciwbólowym i zamiast bajki na uśnięcie opowiada jej na żywo, co właśnie dzieje się w jej organizmie. Używam tam własnoręcznie wykonanych, realistycznych i lodowatych wizualizacji medycznych, a mimo wszystko jest poetyckie jak cholera, choć wcale tego nie chciałem.
A jak długi jest ten film?
101 minut. Zrobiony jest głównie na pececie, w domu, nie potrzebowałem więcej żeby powiedzieć to, co chciałem powiedzieć. Oczywiście jest parę scen nakręconych profesjonalną kamerą, np. scena ściągania bitmap z dziewczyny, z obiektywami, z dobrym operatorem i z ekipą, ale większość jest zrobiona na zwykłym pececie za 8000 złotych.
Jak zdobywasz wiedzę, którą później stosujesz w swoich pracach?
Czytam rzeczy, których humanistom nie chce się czytać. Czasami rozmawiam z kumplami neurobiologami, to są zawsze ciekawsze rozmowy niż rozmowy artysta-artysta. Nie studiuję, nie chodzę na seminaria – nic z tych rzeczy. Po prostu jeżeli czegoś potrzebuję do filmu, na przykład muszę się dowiedzieć co neurobiologia wie dzisiaj na temat odczuwania tak zwanego bólu, to dzwonię do kumpla, który jest neurobiologiem, rozmawiamy przez dwa dni pod rząd i zaczynam się orientować w czym rzecz. Jest to fajne, bo po jakimś czasie wszystko zaczyna łączyć się w jedną całość, zaczynasz dostrzegać rzeczy z kilku perspektyw na raz. Niektórych artystów bardzo drażni chłodne spojrzenie na człowieka i dyskretne rozdrażnianie takich jednostek sprawia mi cichą radość, gdy czuję, że znowu zaczynamy pławić się w ich efemeryce, zazwyczaj wyniesionej z akademii sztuk pięknych. To się jeszcze długo będzie utrzymywać.
Czy istnieje coś czego nie można zamknąć w liczbie?
Jest temu poświęcony jeden z rozdziałów mojego filmu, gdy narrator narzeka, że przy obecnym stanie wiedzy i mocy obliczeniowej, głupi wiejski kundel jest już obliczeniowym koszmarem. Do opisania jego zachowania potrzebne są już bardzo skomplikowane, szybko rozrastające się wzory, nie mówiąc o człowieku, nawet jakimś niewyrafinowanym wieśniaku, który pozostaje daleko poza naszym zasięgiem obliczeniowym. Ale to pole też pomału zaczyna się już zapełniać pewnymi prawidłowościami, naukowcy powoli się do tego dogrzebią, opiszą zachowanie wieśniaka prawie idealnie, jednak znowu znajdzie się coś, czego przez jakiś czas nie będzie dało się ugryźć (szczęśliwi humaniści nazwą to Duszą Wieśniaka), potem naukowcy w końcu to uchwycą, humaniści się wkurwią i tak w kółko, bo to napędza ewolucję.
Zastanawia mnie również u ciebie ta chęć komunikowania treści, które uznane za naukowe zwykle w życiu codziennym człowiek wypiera ze swojego myślenia o świecie.
Są to zwykle bardzo niewygodne treści. Zwłaszcza jeżeli uświadomisz sobie, że człowiek jest po prostu zlepem cząstek elementarnych i poza skomplikowaniem struktury nie różni się niczym od innych rzeczy, gdy uświadomisz sobie, że w twojej głowie płynie w zasadzie ten sam prąd, co w twojej pralce, tyle tylko, że płynie po niewyobrażalnie bardziej skomplikowanym okablowaniu.
Słuchaj Norman, a czym jest dusza?
Nie wierzę w coś takiego jak dusza w tym powszechnym rozumowaniu. Unikając niepotrzebnego patosu, duszą nazwałbym wszystko to, czego jeszcze nie udało się opisać matematycznie.
Nie ma jakiegoś wzoru na duszę?
Dlaczego ludzie zanim poznali materię, od razu wymyślili ducha? Na pewno pojęcie ducha musiało być potrzebne ludziom do przetrwania, skoro utrzymało się przez tyle lat i nadal trwa, ale boję się, że kładziemy na to za duży nacisk w sztuce, paradoksalnie hamując jej rozwój. Jest jakiś strach, że jeśli wykluczymy duszę, to będzie tragedia. Osobiście nie przeszkadza mi to, że najprawdopodobniej jestem skomplikowaną grudą cząstek elementarnych, które funkcjonują wedle fizycznych prawideł, tych samych co każda inna rzecz. Na biologii uczyliśmy się o fotosyntezie, o dziedziczeniu, o wszystkim z osobna, ale nikt nie powiedział wprost, że ludzie są zbudowani z tych samych pierwiastków chemicznych co wszystko dookoła, a o naszej wyjątkowości decyduje nie żadna zagadkowa dusza, a stopień komplikacji ustroju przewyższający wszystko, co mamy w zasięgu wzroku. Na lekcjach religii, po dzwonku, mówiono nam, że o wyjątkowości człowieka nad zwierzęciem decyduje tak zwana dusza. Później w ludziach zostaje jakiś bałagan pojęciowy, dziecko chłonie te sprawy jak gąbka, dziecko chce ufać księdzu, później nie ma czasu tego wszystkiego odkręcać, tu że dusza, że serce, po pierwszym zawale, w szpitalu mówią ci serce że to mięsień gładki, ci z kolei rozkładają ręce, że w tej książce to tylko taka symbolika była, ale gdy byłeś dzieckiem to ci tego nie powiedzieli, później obowiązki, praca, rodzina, nie ma czasu na myślenie o pierdołach i koniec końców tak nieokreślonymi w środku ludźmi łatwiej jest manipulować. Mówię teraz jak licealista, ale czasami, po dłuższej rozmowie z ludźmi dorosłymi okazuje się, że są w nich straszne, licealne zaległości dotyczące tego, jakimi prawami kieruje się natura.
Myślę, że twoje poglądy w wielu osobach mogą budzić strach.
Przed czym?
No nie wiem, utratą wyjątkowości na przykład? Przed wartościowaniem ludzi?
Co do wartościowania: wszyscy to robimy, i jest hipokryzją mówienie że nie wartościujemy, jest kłamstwem mówienie, że to złe. Jeśli ty nie wartościujesz, to ludzi wartościuje twoje przodomózgowie, twoje układy samosterujące, jakkolwiek to nazwać czy tego chcesz czy nie, co gorsza, niemal zawsze robi to pod kątem opłacalności, ty nie chcesz o tym słyszeć, to szeroki temat... Co do wyjątkowości: jesteśmy wyjątkowymi zlepami cząsteczkowymi, najbardziej złożonymi w strukturze i w pięknej harmonii, wszystko chodzi jak w zegarku, choć jest organiczne, aż trudno uwierzyć jak się to schludnie trzyma. To mi wystarczy, żeby postrzegać człowieka jako twór wyjątkowy. Nie rozumiem potrzeby dodawania do tego jakiejś dodatkowej, obciążającej tak ładną konstrukcję, ornamentyki. Patrzenie na człowieka jak na skomplikowany zlep cząsteczkowy nie wyklucza wrażliwości, nie wyklucza płaczu, poczucia humoru, miłości i głębokich emocji. Narrator Sailora patrzy na ludzi cynicznie i naukowo, na kobiety patrzy niekiedy zbyt zwierzęcym okiem, jest zabawny i ma poczucie humoru, jest wrażliwy na czarno, momentami budzi politowanie w swoim poczuciu dumy. Umie kochać. Nie chcę mówić o nim za dużo.
Jak widzisz różnicę między kobietą a mężczyzną?
Jest to różnica w strukturze morfologicznej, różnice w strukturach mózgu, ciała, obydwa warianty tak samo potrzebne, żeby wszystko szło harmonijnie do przodu. Dla mnie w ogóle jest w tym momencie za dużo jakiejś społecznej nerwicy w kwestiach płciowości, za dużo demonstracyjnego podkreślania różnic albo demonstracyjnego podkreślania podobieństw płci. Za duże halo świeci w tym punkcie, wszystkie te genderowe szarpaniny, natura i tak ostatecznie rozegra sprawy według swoich trudnych do przewidzenia reguł. To jeśli chodzi o kwestie płciowości w życiu, bo kwestia płciowości w szeroko pojętej sztuce kompletnie mnie nie interesuje, to zbyt wybiórczy temat, a każda zbyt wybiórcza sztuka tonie szybko razem z tymczasową modą, na bazie której powstała. Myślę nawet o tym, żeby po wydaniu pierwszej wersji książki Sailor, gdzie narrator jest heteroseksualnym mężczyzną, w trzy godziny zrobić wersję drugą, podmieniając narratora na kobietę, i kompletnie nic więcej nie zmieniać – na tych 400 stronach. W ten sposób powstanie okrutny Sailor dla lesbijek. Później, w kolejne trzy godziny, w niezbyt wyrafinowanym żarcie, zamienię kluczowe kobiety w mężczyzn i wydam Sailora dla homoseksualistów. Gdyby tak nie zmienić kompletnie niczego poza płcią postaci, czy historia nadal będzie wiarygodna? Nie zdziwię się, jeśli się okaże że dziwnym trafem wszystko dalej siedzi, mało tego – że wciąż brzmi wiarygodnie.
Jest taka książka Słownik chazarski Milorada Pavicia, pamiętasz? Miała tom męski i tom żeński.
Oczywiście było kilka takich książek i filmów, które pokazywały tę samą rzeczywistość z perspektywy mężczyzny i kobiety, ale mi chodzi o lodowatą zamianę imion i niczego więcej. Ten nacisk na płciowość w tutejszej sztuce, chociaż na szczęście powoli już maleje, apogeum było 10 lat temu, i tak wciąż mnie drażni, owszem jest to społecznie istotne dla mniejszości seksualnych, ale w samej branży nie wnosi zbyt ciekawych rozwiązań. Jest to słaby i zbyt wąski trop, tak samo wąski jak całe to lewicowo prawicowe kopanie się po jajach. To moim zdaniem ślepa gałąź w sztuce.
Co więc według ciebie jest warte zainteresowania?
Dokładnie to o czym mówiliśmy – dążenie do możliwie całościowego uchwycenia rzeczywistości, od nowa, schludnie i od podstaw. Najlepiej zacząć od strony biologicznej i fizycznej. Na pewno nie od strony politycznej, ani filozoficznej.
A co takiego daje nam to postępowe, naukowe spojrzenie na człowieka?
A co nam daje trzymanie się utartego schematu, podziału na duszę i ciało, na serce i rozum, podział, który coraz słabiej pasuje do dzisiejszych realiów, a pomimo rzekomej aktualności autorów, co niby trzymają rękę na społecznym pulsie, nadal występuje w niemal każdej książce jaką widzę, w każdym filmie, jaki powstaje? Postęp jest nieunikniony, bo takie są prawa natury. Można go przyśpieszać, można go hamować. Oczywiście można go przyśpieszyć za bardzo, co będzie zagrożeniem dla gatunku i stąd wynikają poważne wątpliwości dotyczące niektórych dziedzin nauki. Ludzie mojego pokroju zachęcają do przyśpieszania, inni z kolei są za tym, żeby go trochę wyhamować – jest to taki układ samowyrównawczy, dzięki któremu postęp utrzymuje się na bezpiecznym dla gatunku poziomie. Ruchy religijne w większości stosują mgły, ognie sztuczne i dogmaty czyli zakazy myślenia. To instytucje hamujące, też potrzebne – żeby wszystko nie poszło za szybko. Nie sądzę, żeby postęp naukowy miał się kiedyś skończyć ostrym cięciem, nie wierzę w skończoną teorię wszystkiego. Im głębiej będziemy kopać, tym więcej pytań będzie się pojawiać. Upraszczając: Parokrotnie wydawało się już, że naukowcy znaleźli najmniejszy element materii, a później okazywało się, że są jeszcze mniejsze, które zachowują się w jeszcze bardziej nieprzewidywalny sposób. I znowu trzeba szukać kolejnych równań. I tak w nieskończoność, bo człowiek ma rozgrzebywanie w naturze. Nawet jak mówią, nie dotykaj, bo wybuchnie, to i tak w końcu zaczniesz grzebać. Z ciekawości. Dzisiaj nauka jest już bardziej pokorna i sceptyczna niż kiedykolwiek, ale nie oznacza to, że ci skurwiele w laboratoriach odpuścili sobie cokolwiek.
Dążysz do diagnozowania obecności struktury w wydarzeniach czy zjawiskach, które zwykle nie są postrzegane przez pryzmat jakiejś regularności, dającej się przewidzieć budowy, czy tak?
Nie wiem czy dobrze rozumiem pytanie. Ludzie mają problem wyobrażając sobie, że jeśli próbujemy kogoś opisać cyfrowo, algorytmiczne, to się pojawią klocki, że będziemy mieli do czynienia z potwornym uproszczeniem. Oczywiście, że to jest uproszczenie, ale przy odpowiedniej ilości danych te klocki zrobią się takie małe, że otrzymamy chmurę danych i obraz zaczyna być bardzo płynny, niemal analogowy. Tak jak z rastrem drukarskim – gdy jest zbyt duży, nie widzisz nic, same toporne piksele, ale przy odpowiedniej rozdzielczości uzyskasz piękny, ludzki obraz, wiesz, taki „z duszą” jeśli ktoś to koniecznie chce usłyszeć.
Ludzie od zawsze marzą o tym, żeby odkryć tajemnicę i zobaczyć w jaki sposób świat naprawdę działa, jak jest. Czy ty też masz takie pragnienie?
To jest ostre pytanie, ale chyba już odpowiedziałem wcześniej. Nie wiem czy ludzie o tym marzą. Na ogół ludzie marzą o spełnieniu czterech podstawowych praw biologicznych i zazwyczaj na tym się kończy. Gniazdo, praca, samochód, stonowana rozrywka i ziemniaki z kefirem; doczekać wnuków, żeby mieć pewność, że łańcuch biologiczny się nie urwał. To wszystko, nie widzę w tym nic złego. Cała reszta, tak zwana tajemnica, to sprawy interesujące pojedyncze jednostki, dzisiaj najczęściej tonących w uniwersyteckich specjalizacjach. Do myślenia daje jednak też to, co powiedział mi znajomy neurofizjolog: po pierwszym roku studiów neurofizjologii i neurokognitywistyki, co wrażliwszej części studentów usunął się dotychczasowy grunt spod nóg, pojawiły się poważne problemy emocjonalne, niektórzy studenci na rok stracili poczucie humoru zanim pogodzili się z niewygodnymi wnioskami płynącymi z badania mechanizmów nami rządzących, jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Norman Leto – ur. 1980. Debiutancki, indywidualny pokaz prac Normana Leto miał miejsce w 2007 roku w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Artysta przedstawił tam sekwencje wideo oraz cyfrowe symulacje zachowania tłumu (oparte na algorytmach sztucznej inteligencji). Wystawa nosiła nazwę Negatywne aspekty nadmiernej wolności w wieku lat 26. W tym samym roku został zaproszony do współpracy z reżyserem Krystianem Lupą nad sztuką teatralną Factory Two, do której przygotował sekwencje wideo wyświetlane podczas spektaklu. W 2007 roku powstała pierwsza ważna praca wideo wykonana w technice 3d Buttes Monteaux l. Rok później prace 3d Normana Leto były pokazywane na wystawie Establishment jako źródło cierpień (Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa) oraz podczas grupowej wystawy Perfect Summer w nowojorskiej vertexlist gallery prezentującej sztukę nowych mediów. W tym samym roku rozpoczął pracę nad książką Sailor – częściowo autobiograficzną powieścią, w niecodzienny sposób pokazującą rozwój indywidualnej jednostki na tle rozkwitu nowych mediów i technologii, nie wyłączając gier wideo. Powieść ma być gotowa jesienią 2010 roku. Prace Leto pokazywane były w Izraelu, Francji, a ostatnio w maju 2010 w Chelsea Museum of Art w Nowym Jorku.
O FILMIE
Film Sailor – luźno oparty na motywach książki pod tym samym tytułem. 101 minut, kolor. Występują: Norman Leto, Lena Sułkowska, Kamila Rejman i inni. Premiera filmu odbędzie się podczas festiwalu Era Nowe Horyzonty / Wrocław, 22 lipca – 1 sierpnia www.enh.pl / oraz następnie w Warszawie – na przełomie września i października.
O KSIĄŻCE
Sailor – powieść. 400 stron o codziennym życiu ludzi, ludzi z ponadprzeciętnie gęsto tkanym mózgowiem. Książka ma się ukazać nakładem wydawnictwa 40 000 Malarzy jesienią 2010 / www.40000malarzy.pl
ANOREKTYCZKA
Norman Leto, Sailor, str 301-302, fragment z dalszych rozdziałów, w którym narrator szuka pewnej modelki, anorektyczki, która pracowała w przeszłości dla Jacobsa.
[...] konfabulowałem przeróżne preteksty, żeby wejść na kliniczne oddziały. Żeby wejść, na chwilę stawałem się narzeczonym zmyślonych pacjentek albo ojcem nieistniejących pacjentów o losowo generowanych nazwiskach. Zdziwicie się: większość placówek, większość klinik (nawet tych prywatnych) nie dba o bezpieczeństwo, a odwiedziłem w tych potwornych tygodniach ponad dwadzieścia z nich, obmalowując wzrokiem wszystkie kanciaste uda wypoczywających tam anorektyczek, przykryte cienkimi prześcieradłami, ludzkie sarny; Śnieg za oknami. Tak, ja również się nad tym zastanawiałem: Dlaczego tak aseksualne w pojęciu ogółu kobiety zawracały mi w głowie, zdalnie i nieświadomie pompując mi krew w krocze? Może chodziło o te ich wąskie uda, te poronne wąskie uda, co Nel zresztą mi kiedyś wytknęła z zaskakującą samoświadomością. Na przykład zbyt szerokie łuki ramion lub bioder, na oko sześćdziesięciokilogramowej pielęgniarki, na którą właśnię patrzę, jawiły się jako zbyt toporne dla moich układów odpowiedzialnych za poczucie kompozycji. Natomiast kąty proste anorektyczki na którą właśnie patrzyłem: nie. Dlaczego? Jeszcze tego nie rozpracowałem ale jestem pewien że można znaleźć jakiś trop. Inne detale: Czy przeszkadzał mi płytki oddech tych nowoczesnych anorektyczek o łagodnym fiolecie podskórnych żył, zaraz pod kącikami wysuniętych ust? Czy przeszkadzała mi ich permanentna dezorientacja, to wieczne ogłuszenie, to przysypianie albo ta pozorna łatwość upolowania kruchych jak chrust, owiniętych kocem zbłęd z kliniki? Nie. Nic mi w nich nie przeszkadzało. A może byłem jednym z tych cieciów, co na siłę smakują w oryginalności? Być z tak szczupłą kobietą jest zawsze lepsze od panoszącego się wszędzie pedalstwa.
Kierując się do wyjścia krwistoczerwonym korytarzem kliniki dla anorektyczek (była to naprawdę krwista czerwień ścian, chyba jako przeciwieństwo anemii, dyskretna zachęta do miesiączkowania, oklaski dla pomysłowego dekoratora wnętrz), łagodnie potrąciłem ramieniem jedną z tych chudych królewien poronnych. Spacerowała po korytarzu. Mijaliśmy się – zawadziłem ją niby niechcący i choć w klinice ślisko, nie przewróciła się, bo ja też jestem lekki. Grysik łagodnie chlapnął jej na rękaw a koc spadł jej z ramienia.
- Przepraszam – powiedziałem.
- Nie szkodzi – blada, niebieskie oczy, próbowała schylić się po puszysty bladoróżowy koc w anemiczną kratę, ale nie wiedziała, co zrobić z miską i łyżką. A jednak, nie taka znowu na krawędzi: jadła kleik.
Przełknęła, w zawstydzeniu wytarła średnio ukrwione usta zbrukane pokarmem, moje zawsze czujne układy z miejsca odnotowały tą kruchą dłoń, na palcu obrączka ślubna; Schyliłem się i podałem koc samodestrukcyjnej istocie, anorektyczka odłożyła kleik na korytarzową ławę, obok. Odległe pielęgniarki odnotowały to z niepokojem. Zapytałem ją o imię.
- Rexy.*
Lekko się odchyliłem, patrząc na nią nieufnie, wyglądała jak podręcznikowa modelka na odtruciu.
- Rexy?
- Tak właśnie.
- Rexy w nomenklaturze świata mody? – wciąż myślałem że ze mnie kpi.
- Takie przezwisko.
Czyli modelka. Zaczęła czyścić z grysiku rękaw piżamy. Opuściłem głowę i marszcząc czoło patrzyłem na własną dłoń w czarnej skórzanej rękawiczce Zegna, właśnie zakładałem ją do wyjścia; wciąż trzymając za dolną krawędź rękawiczki przez chwilę galopowałem palcami w powietrzu, wiecie, takie miniatury skórzanych spodni biegnącego zwyrodnialca. Kilka sekund na obmyślenie taktyki dalszej rozmowy. Jak wspomniałem wcześniej, polowanie w szpitalu nie wchodziło w grę, chociaż była to ładna dziewczyna; byłem tu dzisiaj wyłącznie z zawodowych przyczyn, bez planów na jakiekolwiek interakcje z tymi diwami jadłowstrętu. Swoją drogą, po obejrzeniu kilkunastu sztuk, mam przeczucie, że muszą być oziębłe w łóżku.
- Rexy... – powiedziałem w końcu – a ona podniosła głowę znad rękawa, kontrolując lewym okiem odległe pielęgniarki. Zadałem anorektyczce pospolite pytanie:
– ...czy mogłem cię już gdzieś widzieć?
- Nie wydaje mi się – odpowiedziała lekko ochrypłym głosem, jej zęby, pomimo że białe to jednak ciemniejsze od cery. Wyglądała na kokainistkę albo na heroinistkę. Wciąż ładne włosy choć trochę matowe, piękna kobieta. Jej mydlane kości policzkowe. Musiałem stąpać ostrożnie. Przyłapałem się właśnie na tym, że na obecnym etapie bryły swojego życia spaceruję po krawędzi własnych zboczeń. Chwilowy zastrzyk ostrzegawczego rozsądku, pytający mnie rzeczowo: „Co ty, do chuja, robisz w klinice dla anorektyczek?” okazał się za słaby, żebym z miejsca wyszedł. Uśmiechnąłem się szeroko, obserwując jak ofiara wciąż ściera grysik z rękawa. Pluła właśnie małą, anemiczną śliną na dużą plamę grysiku, żeby ją usunąć, następna pierdolnięta, w której zaczynam się durzyć.
- Schodzi – powiedziała do siebie, lekko wyłupiaste oczy.
- Rexy. Czy ty nie jesteś czasem tą modelką, aktorką od Jacobsa, ale nie Marca Jacobsa tylko od tego drugiego?
- Nie wydaje mi się – powiedziała, wciąż czyszcząc rękaw (kokainiści gładko kłamią).
- Nie wydaje ci się. Ale masz męża, Rexy, prawda? – zapytałem z uśmiechem na ustach. Plamy juz dawno nie było, ale supermodelka wciąż tarła.
- Tak. Mam męża i dwóch synów.
- Wybacz mi wścibskość, ale... gdzie oni teraz są?
- Gdzieś się kręcą, dokładnie nie wiem. – powiedziała, podnosząc w końcu głowę znad rękawa. Kocie oczy.
- Gdzieś się kręcą. Rozumiem.
Bez wątpienia była modelką Jacobsa, bez wątpienia widziałem ją na tamtym przyjęciu sylwestrowym, wtedy, gdy odpalali flary, gdy Jacobs próbował werbować Nel do filmu. Czas mija, czyste pielęgniarki na nas patrzą bo przerwałem jej w posiłku. Entropijny stan moich skórzanych butów też mógł je razić bo wciąż nie zaszyłem nowojorskiej dziury. Widziałem że pielęgniarki rozmawiały już o nas, rozmawiały o nietkniętej misce, zaraz tu przyjdą, więc powiedziałem do anorektyczki:
- Rexy. Ty jesteś modelką Jacobsa. Poznaję Cię. Widziałem Twoje zdjęcia na okleinach autobusowych.
Chuda dziewczyna udawała, że nie rozumie. Kontynuowałem:
- Twój mąż i obaj synowie zginęli dwa lata temu. W tym... w tym... – schyliłem głowę, gestykulowałem zimną ręką w czarnej skórzanej rękawiczce – ...w tym happeningu Jacobsa, w północnej Afryce. Rok 2007, T. L. Jacobs, „wojna o pokarm”, mieszane media na pustyni, 20x20km, przecież mają ten film wszędzie w kolekcjach, i owszem, Jacobs to ważny performer.
- Dziwne.
- Dziwne?
- Bardzo Dziwne. Bo chodzą słuchy, że to ty jesteś modelem u Jacobsa – powiedziała.
[...]
PRZYPIS
* – Rexy, jako połączenie wyrazów Sexy oraz Anorexy, neologizm wprowadzony w 2007 roku przez Kate Moss w jednym z wywiadów. Z niezrozumiałych dla mnie względów słowo to nie przedarło się do powszechnego użytku.

|
|
 |
WYJŚCIE AWARYJNE Powierzono mu
Polski Pawilon na 12.
Biennale Architektury
w Wenecji awaryjnie.
Wraz z Agnieszką
Kurant i Aleksandrą
Wasilkowską
przygotowuje
instalację Emergency
Exit, której tytuł
jest swoistym
komentarzem do
skomplikowanych
losów tegorocznego
konkursu na projekt
prezentowany
w Wenecji. Kim jest
Elias Redstone,
kurator tegorocznego
Pawilonu Polonia,
u źródła dowiadują
się Kaja Pawełek
i Bogna Świątkowska >>>
PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE Dla mnie polityka
to styl i sposób
bycia. Promuję
swoją politykę
przez filmowanie
momentów
szczęścia i piękna.
Opowiadam się za
nimi – z Jonasem
Mekasem, jednym
z najważniejszych
twórców
amerykańskiego kina
awangardowego,
rozmawia Paulina Gorlewska >>>
CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ? Często pyta się
artystę, co Pan chciał
przez to powiedzieć?
A to pytanie bez
odpowiedzi, bo każdy
nawet poznawszy
interpretację
autora, odbierze
dzieło po swojemu –
z Michałem Gayerem
o transmisji wrażeń
na linii artysta-widz
oraz reprodukcjach
informacji, rozmawia
Alek Hudzik. >>>
KADRY Z RZECZYWISTOŚCI Tekstów o sztuce nie
jestem już w stanie
czytać, nużą mnie
one potwornie, są
zbiorami kalek, które
nie generują żadnej
wiedzy ani informacji.
Moje zdjęcia traktuję
jako rodzaj readymade.
Jest tam
więc wszystko, co
mogłabym zrobić,
ale nie zrobię,
bo to już istnieje
w rzeczywistości
– z Agnieszką
Brzeżańską rozmawia
Agata Pyzik. >>>
OD WEWNĄTRZ Czterdzieści lat temu
należał do Weather
Underground,
radykalnej
studenckiej grupy
protestującej
przeciwko wojnie
w Wietnamie i
niesprawiedliwości
społecznej. Dziś
należy do grupy
edukatorów, którzy
domagają się
znaczącej reformy
szkolnictwa.
Właśnie ukazała
się jego kolejna
książka – tym razem
w formie komiksu,
przedstawiająca jego
poglądy na konieczną
reformę nauczania i
szkolnictwa. Z Billem
Ayersem, rozmawiają
Kamila Rogowska i
Bogna Świątkowska >>>
ZBYT LUDZKO Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków
i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz. >>>
ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
PROSTA SATYSFAKCJA Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik. >>>
POSTWANDALIZM W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską. >>>
KONSEKWENCJE MODERNY Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek. >>>
ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn >>>
CO NAJMNIEJ 1 % Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii
Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum
Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska >>>
MINIMAL FETISH O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie
rozmawia Paulina Jeziorek. >>>
BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI W smutku czai się
nowoczesność. Melancholik
staje się
aktywistą, ponieważ
aktywna postawa
jest konsekwencją
rozczarowania.
Dominic Fox, filozof,
literaturoznawca,
poeta i bloger, autor
książki Cold World,
o depresji w sztuce
i aktywizmie politycznym
rozmawia
z Agatą Pyzik. >>>
ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach.
To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
SIŁA MARGINESÓW Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą
i geografią artystyczną kierowały moją
uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się
różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości”
– z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu
sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej,
postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym
piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański. >>>
NARZĘDZIA ZMIANY Weneckie Biennale Architektury w tym roku
odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest
największym światowym świętem architektury,
chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia
o projektowaniu, bywa raczej na Biennale
w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych
wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają
się w architekturze/People meet in architecture.
Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu
architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem
i meta-urbanistą, rozmawia Bogna
Świątkowska. >>>
MAŁY DOM, WŁASNY DOM Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć. >>>
WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA Najlepszym gruntem do działania architekta
są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na
przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej
rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę
rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by
nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem
Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie
superwąskiego domu-pustelni rozmawia
Paulina Sieniuć. >>>
FENIKS Z GRUZÓW Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie
na warsztatach ramach projektu Fenix
Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami,
poznawali historię miasta i sztukę
w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów
w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami
Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik. >>>
CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów.
Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy
trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie
bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego
prace często wykonane z delikatnej porcelany
noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa
zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy
ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego
roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna
Świątkowska. >>>
PLAŻA W POURVILLE Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął. >>>
ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym
się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy
wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem
od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik. >>>
UTOPIE DEMOTYCZNE O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych
dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal
College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik. >>>
MOC WODY Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych
projektów architekta Jakuba Szczęsnego.
Najnowszy to instalacja oczyszczająca
wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych.
Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości
o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą
na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna
Świątkowska. >>>
MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie
humoru oraz osobliwą formę, uprawia
malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem.
Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa.
Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim,
laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta
dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał
Krzysztof Gutfrański. >>>
(...) Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów
Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy,
co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie. >>>
PISAĆ GOLONKĄ Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa
się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“,
pochodzącym z lat 80. Można go pobrać
zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda
i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem,
projektowaniem krojów pism i krytyką
liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej
sławy twórcami współczesnej typografii.
Rozmawiał z nimi Karol Betlej. >>>
ŚWIATŁOTRYSK W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu
stanął właśnie jego neon, wielka szklanka
różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim,
piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych
rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu
do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia
Bogna Świątkowska. >>>
SZUKAM DZIWNYCH METAFOR Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco
polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska >>>
KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego
przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża
się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować,
to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków
filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej. >>>
ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze,
a także o barwnych interwencjach urbanistycznych
z Kasią Przezwańską, autorką interwencji
będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie
rozmawia Kamila Rogowska. >>>
NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe
mieszkanka budowane teraz, są mniejsze,
niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem
Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem
muzycznym, blogerem, autorem książki
Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia
Agata Pyzik. >>>
TYMCZASOWE FORMY OPORU To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej
lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych
budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki. >>>
CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
DIS NA SZTUKĘ Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota. >>>
WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
NIEZALEŻNI Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder >>>
UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY O nadzorze i kontroli można obszernie
teoretyzować, jednak szybko dochodzi się
do prawdy, która mówi, że teoria to jedno,
a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu
kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta,
konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim
folku z Grzegorzem Drozdem, autorem
projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof
Gutfrański. >>>
OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska. >>>
RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie
w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła
Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona
i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki
(Muzeum Sztuki Nowoczesnej). >>>
WZORCOWY MODEL ZNIKANIA Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy?
Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie
powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża
w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych
scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział,
o mikropraktykach, o prywatnych utopiach
z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu
Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna
Świątkowska i Krzysztof Gutfrański. >>>
DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA? Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach
rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących
się krów nikogo nie dziwił. Na początku
lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki
osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym
roku konkurs na koncepcję mającego tam
stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje
młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się
z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy
funkcjonowania domów kultury. Z autorami
zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską,
Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem,
rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
COŚ TAM JEST Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co
fotografowałem było potem niszczone, znikało.
Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście
wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku,
najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja
Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez
nowojorską galerię Location One, rozmawia
z artystą Bogna Świątkowska. >>>
BROŃ DO WYMIANY IDEI Reel Geographies to projekt dotyczący przemian
politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły
w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji
społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60.,
70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet
materiały operacyjne służb specjalnych,
szczególną uwagę poświęca relacji człowiek-
-massmedia. W przededniu prezentacji polskich
filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką
Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego,
rozmawia Krzysztof Gutfrański. >>>
TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop
znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez
dekady była medium, za pomocą którego snuto
futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej
zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już
nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej
przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł
Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor
bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org).
Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk. >>>
STRZELAM Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić
rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy,
ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms
w rozmowie z Bogną Świątkowską. >>>
INSTYTUCJA SEKTORA π [pi] To instytucja kultury zupełnie nowego typu.
Całkowicie niezależna, powołana przez osoby,
znane z antysystemowych poglądów. Jest
czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią
działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż
istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji
kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za
nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje
powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek
Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem
Gutfrańskim. >>>
ABCADŁO DRUŻYNY A ,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa
się po wejściu do nowopowstałej galerii A.
Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma
być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria
komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym
toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie
doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię
A jej założycielki, sztuka ma być zarówno
produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką
Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia
Paulina Jeziorek. >>>
CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA „Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu
w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem
absurdu. Do tej pory wyszło siedem
numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia
z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy”
do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny
alarm i ewakuację paru instytucji
kulturalnych. O graficznym krytycyzmie,
poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym
terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu
za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu
„Krecha” rozmawia Kuba Szreder >>>
BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki >>>
UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ? Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska >>>
NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym
Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale
Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska
i Roman Rutkowski. >>>
NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu
i strategii włączania potrzeb użytkowników
w proces planowania przestrzeni miejskiej,
z architektką Olą Wasilkowską rozmawia
Bogna Świątkowska. >>>
TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska >>>
SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY. >>>
REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk. >>>
POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma
powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje
się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera.
Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną
dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem
Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008. >>>
NIE MA SORRY Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna. >>>
SOMETHING MUST BREAK Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi.
O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy. >>>
SIŁA SŁABOŚCI Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska. >>>
NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam. >>>
TAKI MAMY REAL MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość. >>>
CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska >>>
PANOWANIE NAD OBRAZEM Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty. >>>
NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska. >>>
TOMASZ ZIMOCH: BONIEK! Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007. >>>
KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości. >>>
NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata. >>>
NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY! O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska. >>>
NIEWIDZIALNA CENTRALA Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska >>>
CO TO W OGÓLE JEST? "Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle".
O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM >>>
Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska >>>
WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia. >>>
JESTEM NA MIEJSCU Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA >>>
POP.AMIĘTANE Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI >>>
INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA. >>>
LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz >>>
BUNT INDYWIDUALNY Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania! >>>
SZTUKA JEDNORAZOWA Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA >>>
|
|
 |
REKLAMA 
|