CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Bogna Świątkowska
[2009-09-26]


Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.

<<< Honza Zamojski, Wyspa, w ramach cyklu Zniknij nad Wisłą, 2009, fot. Jerzy Gumowski

<<< Natalia Romik, Predator - Rozproszenie, realizacja w ramach cyklu Zniknij nad Wisłą, 2009

Znikanie wydaje się być terminem dość trywialnym, w każdym razie nie naukowym. Od dziecka słyszymy w szkołach, że to co jest z jednej strony równania musi się równać drugiej stronie, nic w przyrodzie nie ginie, z prochu powstałeś, w proch się obrócisz, i tak dalej. Funkcjonujemy w zamkniętym obiegu. Znikanie jako takie może być jakąś ciekawą kategorią w sensie intelektualnej gimnastyki, ale czy ono w ogóle mieści się w kręgu zainteresowania świata nauki?
Kiedy zaproponowaliście mi rozmowę na ten temat, w pierwszej chwili chciałem odmówić. Uznałem, że to będzie niepoważne. Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale po zastanowieniu uznałem, że w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki.
Przytoczę taką anegdotę. Ze dwa lata temu w czasie festiwalu nauki, tutaj w budynku Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN, mój przyjaciel, profesor Marek Abramowicz z Goeteborga wygłaszał wykład popularno-naukowy. Po wykładzie zadawano pytania. Ktoś z publiczności zabrał głos i nie postawił pytania, ale wygłosił przemówienie podczas którego stwierdził: „Panie profesorze, przecież wszyscy wiemy, że nic w przyrodzie nie ginie”. Wtedy mój przyjaciel przerwał mu: „Jak pan może mówić takie rzeczy? Mnie wczoraj zginęły okulary!”. I to była bardzo głęboka uwaga.
To nie jest tak, że nic nie znika. Znikają okulary, pieniądze znikają, różne rzeczy. Natomiast są pewne rzeczy, które nie znikają. Historia nauki to historia dochodzenia do prawd i praw mówiących o tym co nie może znikać.
Pod koniec XVIII wieku Lavoisier i Łomonosow odkryli prawo zachowania masy. Odkryli, że kiedy w wyniku reakcji chemicznych jakaś substancja znika, to nie może zniknąć bez śladu. Muszą być jakieś produkty tego znikania. I że masa łączna tych produktów musi być równa masie tej substancji, która zniknęła. Jeśli zostawimy na przykład na spodku wodę, to po jakimś czasie ona zniknie. Ale gdybyśmy dokładnie obserwowali ten proces znikania, to zauważylibyśmy, że co prawda ubyło nam wody, ale przybyło pary wodnej. Mówi się „znika jak śnieg na wiosnę”, a śnieg znika tylko pozornie, bo śnieg przemienia się w parę wodną. Woda wsiąka w grunt, albo spływa potokami do rzek. A para wodna w powietrzu ponownie kondensuje, tworzy chmury, spada w postaci deszczu - wszyscy znamy ze szkoły podstawowej obieg wody w przyrodzie.
Tak więc fizycy odkryli, że liczba okularów na świecie może się zmienić, co oznacza, że pewne okulary znikają, znikają pewne normy kulturowe, znikają pewne produkty, nie uświadczysz wozów drabiniastych, dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, zniknęli, i tak dalej, natomiast są takie wielkości, które nie mogą zniknąć.
W klasycznej fizyce, tej przed fizyką kwantową, przed fizyką relatywistyczną czyli związaną z teorią względności Einsteina, takimi wielkościami były: energia, pęd i moment pędu. Pęd to jest iloczyn, czyli wynik mnożenia: masa razy prędkość. Moment pędu to jest z kolei rodzaj iloczynu związany z tym jak masa jest rozłożona w ciele, a tym jak prędko się ciało obraca.
I okazało się - fizycy to zrozumieli w XIX i początku XX wieku, że zasady zachowania mają bardzo głębokie znaczenie. Dlatego, że one odpowiadają fundamentalnym symetriom przyrody. Zasada zachowania energii, mówi, że łączna energia układu, wszystkich form energii w układzie przed jakimś procesem jest równa energii po procesie i wykonanej pracy.
To jest pierwsza zasada termodynamiki. Związane jest to z symetrią w czasie. Bardzo upraszczając sprawę oznacza to, że jeśli będziemy przeprowadzali jakiś eksperyment dziś i za tydzień w takich samych warunkach, to wyniki będą takie same. Czyli mamy symetrię w czasie.
Z kolei zasada zachowania pędu, czyli iloczynu: masa razy prędkość, jest związana z symetriami w przestrzeni. Jeżeli przeprowadzimy jakiś eksperyment na tym stole i następnie przeniesiemy ten układ na tamten stół i powtórzymy ten eksperyment, to wynik będzie taki sam. A zasada zachowania momentu pędu jest związana z symetrią względem obrotów. Jeżeli weźmiemy jakiś układ doświadczalny, obserwujemy jakiś zjawisko i mierzymy jakieś wielkości, a następnie ten stół obracamy i powtarzamy, okaże się że wynik jest taki sam. A wcale nie jest to takie oczywiste. Okazuje się, że w przyrodzie prawa fizyki mają właśnie taką symetrię.
Obowiązuje zasada zachowania ładunku elektrycznego, Jest coś takiego jak ładunek elektryczny, elektrony niosą ładunek ujemny, protony dodatni. Okazuję się, że co by się nie działo z tą mieszaniną cząstek, to łączny ładunek elektryczny tych cząstek przed zjawiskiem musi być równy łącznej wartości ładunku elektrycznego po. Jest to z kolei związane z głęboką symetrią istniejącą w przyrodzie, tak zwaną symetrią cechowania pola elektromagnetycznego. Ten fakt wynika z fundamentalnych, najgłębszych własności świata.
Można powiedzieć, że przynajmniej od pewnego czasu rozwój fizyki polega na odkrywaniu coraz głębszych symetrii, jakie występują w przyrodzie.
Te symetrie są coraz bardziej ukryte, coraz trudniejsze do dostrzeżenia, ale wbrew temu, że formalizm matematyczny, którego używamy do ich opisu, jest coraz bardziej skomplikowany, a fizycy muszą znać coraz bardziej wyrafinowaną matematykę, to jednocześnie można powiedzieć, że to wszystko jest coraz prostsze. Docieramy do najbardziej fundamentalnych symetrii jakie przyroda ma. Z tych symetrii wynikają prawa fizyki, wynika to, jaki ten świat jest. Można więc powiedzieć tak – odkrywanie, które wielkości fizyczne są zachowane, a które nie, jest tym programem, który fizycy od dłuższego czasu realizują.
Podam taki przykład. Jak wszyscy wiemy, w 1905 r. doszło do rewolucji. Albert Einstein opublikował pięć prac, które wstrząsnęły światem. Przed nim sądzono, że pewne wielkości związane z przestrzenią i czasem są obiektywne, niezależne od obserwatora, takie jak na przykład odległości między dwoma punktami w przestrzeni, albo odstęp czasu, jaki upływa między dwoma zdarzeniami. Wydawałoby się, że każdy, kto by je mierzył, uzyska taki sam wynik. On pokazał, że z eksperymentów, które dowodziły, że prędkości światła jest stała, niezależna od obserwatora, wynika że tak nie jest, że odległości między punktami w przestrzeni zależy od obserwatora. Że to, jak długi jest ten stół, zależy od tego, kto to mierzy, że ja, siedzący przy tym stole, mierzący tę długość, dostanę inny wynik niż ktoś, kto z dużą prędkością obok tego stołu będzie przejeżdżał. To będą dwa różne wyniki. I podobnie jest z odstępami w czasie.
Z tego wszystkiego wynika, że przynajmniej dla niektórych zdarzeń nawet kolejność zdarzeń jest względna, nie jest zachowana, że może się odwrócić, w zależności od tego kto te zdarzenia obserwuje.
Bardzo często ludzie mówią, że z teorii Einsteina wynika, że wszystko jest względne. To jest najgłupsze zdanie, jakie można niej wypowiedzieć – jest bowiem przeciwnie. Teoria względności oparta jest na dostrzeżeniu przez Einsteina, które wielkości są bezwzględne, nie zależą od obserwatora. To jest jej fundament. I można by wręcz zaproponować, żeby ta teoria nie nazywała się teorią względności, tylko teorią bezwzględności, albo jeszcze lepiej - teorią niezmienniczości, czyli teorią dotyczącą tych wielkości, które są niezmienne i dla każdego obserwatora takie same. I okazuje się, że taką wielkością jest odległość między zdarzeniami. Nie w takim sensie, że podajemy odległość w przestrzeni - podajemy odległość w czasie. Łączna odległość jest mierzona w specjalny sposób, w czterowymiarowej czasoprzestrzeni i okazuje się niezmiennikiem, jest taka sama dla wszystkich obserwatorów. Można więc powiedzieć tak, że u podstaw fizyki, u podstaw naszego opisu świata, leży wybór, wyróżnienie tych wielkości, które nie znikają, które są niezmiennicze, takie same dla wszystkich obserwatorów, i że te prawa zachowania ładunku, pędu, momentu pędu, energii wiążą się, z Fundamentalnymi własnościami przyrody, wynikającymi z tych podstawowych praw przyrody.
Ale żeby nie było tak prosto - otóż są rzeczy, które giną w przyrodzie, i to powiedzenie, że nic w przyrodzie nie ginie, nie jest do końca prawdziwe.
Z teorii względności Einsteina wynika, że mogą istnieć czarne dziury. To najbardziej niezwykłe obiekty, jakie są - to prawdziwe dziury w przestrzeni i czasie. Jeżeli lubicie strudel, taki prawdziwy austriacki strudel z jabłkami lub wiśniami, to wiecie jak się go robi. To jest ciasto, które trzeba rozwałkować na bardzo cienką warstwę, i to musi być ogromna płachta, którą się potem zwija. Jak to się rozwałkuje i rozciągnie za bardzo, to się robią dziury. Otóż przewiduje się, ze w pewnych sytuacjach, sama czasoprzestrzeń może zostać tak rozciągnięta, że zostanie rozerwana, powstanie taka dziura w przestrzeni i czasie. Co więcej, jak coś wpadnie do tej dziury, to wypada z istnienia, przestaje najdosłowniej w świecie istnieć, znika. Najprościej mówiąc – czarna dziura realnie istnieje, nie tym sensie w jakim jest dziura w materiale czy cieście - to jest coś czego właściwie nie ma, tak jak dziura w ciastku czy obwarzanku. Nie da się najeść tą dziurą. Tymczasem, taka czarna dziura w przestrzeni, w czasie, ma inne własności, jako że do pewnego stopnia jest i nie jest obiektem materialnym. Jest obiektem materialnym, ponieważ oddziałuje z innymi obiektami materialnymi. A więc, jeżeli taka czarna dziura znajdzie się w sąsiedztwie gwiazdy to będzie tę gwiazdę przyciągać, one mogą wokół siebie, jeżeli mają porównywalne masy, krążyć. Tej czarnej dziury nie będziemy widzieć, ale będziemy widzieć, że gwiazda krąży wokół jakiegoś pustego miejsca i na tej podstawie wywnioskujemy, że ta czarna dziura tam jest. Będziemy mogli jej przypisać masę związaną z przyciąganiem w związku z prawem powszechnego ciążenia. Tyle tylko, że aby utworzyć czarną dziurę, to trzeba materię, taką najzwyklejszą materię, ścisnąć, opakować w tak małej objętości, żeby pole grawitacyjne na jej powierzchni było tak silne, żeby nawet światło nie mogło się oderwać od powierzchni. Dla przykładu - gdyby chcieć zrobić czarną dziurę ze Słońca, to należałoby je tak ścisnąć, żeby cała jego masa, która jest około miliona razy większa niż masa Ziemi, zmieściła się w kulce o średnicy około trzech kilometrów. Gdyby chcieć zrobić czarną dziurę z Ziemi, to należałoby tę masę ziemską ścisnąć do rozmiarów kulki o średnicy półtora centymetra. Gdybyśmy byli w stanie tak tę materię ściskać, to byśmy zauważyli, że to słońce jest coraz mniejsze, coraz gorętsze, a w pewnym momencie znika. Otacza się horyzontem i nie jesteśmy w stanie widzieć nic, co jest pod tym horyzontem. I nigdy nie będziemy w stanie.
I teraz powstaje pytanie, czy na przykład badając wpływ grawitacyjny czarnej dziury na to, co się porusza wokół, dojdziemy do tego jaka jest masa.
Możemy powiedzieć, że to jest czarna dziura zrobiona ze Słońca, a to jest czarna dziura zrobiona z Ziemi, ale to wszystko. Nie będziemy w stanie powiedzieć, z jakiej materii powstała ta czarna dziura. Czy ona powstała ze starych telewizorów, czy ze stogów siana, czy z takiej plazmy, z jakiej zbudowane jest Słońce. Informacja, czym była ta materia, ile tam było elektronów, ile protonów, zostaje raz na zawsze schowana. Można tu znowu dać przykład czegoś, co znika, może zniknąć jakaś informacja, i jest nie do zrekonstruowania. W ogóle, to jest coś, co znika bezpowrotnie.

A teraz w drugą stronę. To teraz przykład czegoś, co powstaje z niczego. A przynajmniej tak nam się wydaje albo też nie potrafimy w żaden sposób odgadnąć, z czego to powstało. I tym czymś jest nasz wszechświat jako całość. Powstał około 14 miliardów lat temu w wyniku wielkiego wybuchu.
No i prawie od samego początku możemy tę ewolucję opisać. Znamy ją na podstawie wyników różnych obserwacji. Natomiast dlaczego nastąpił Wielki Wybuch, kosztem czego ten wielki wybuch nastąpił, albo czy cokolwiek było wcześniej niż ten Wielki Wybuch - na takie pytanie odpowiedzieć nie potrafimy i wydaje się w związku z tym, że nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, jak taka odpowiedź mogłaby wyglądać, i dlatego wydaje się, i większość fizyków pewnie się z tym zgadza, że nawet jeśli stworzymy kiedyś taką doskonałą teorię wszystkiego, to i tak ta teoria nie będzie odpowiadała na stare pytanie postawione przez Leibnitza: dlaczego w ogóle istnieje coś raczej niż nic. I tutaj odpowiedź ludzi wierzących - dlatego, że Bóg stworzył wszechświat - też jest niezadowalająca. No, a kto stworzył Boga? Bóg jest odwieczny. No tak, ale skąd się wziął? Czy takie pytanie w ogóle ma sens, tego nie wiemy.

Nie mogę powiedzieć, żeby pański wykład jakoś mnie natchnął niechęcią do dalszego badania zjawiska znikania…
Jeden z twórców mechaniki kwantowej, wielki XX-wieczny fizyk Paul Dirac, na podstawie czysto teoretycznych rozważań doszedł do wniosku, że w przyrodzie powinien istnieć jakiś symetryczny świat antymaterii, a więc materii, która ma takie same własności jak materia, ale ma odwrócone znaki ładunków (anty-elektron z dodatnim ładunkiem elektrycznym, antyproton z ujemnym, anty-neutron czyli ten składnik jądra, który nie jest obdarzony ładunkiem, równy zero). Dodatkowa własność tej anty-materii jest taka, że po zetknięciu ze zwykłą materią ona znika. Elektron, spotkawszy się z anty-elektronem znika, zupełnie w taki sam sposób jak woda, która paruje. Ich energia związana z ich masą zostaje zamieniona na promieniowanie elektromagnetyczne, czyli te dwie cząstki znikają ale pojawiają się fotony, cząstki światła, które unoszą tę energię i mogą zostać zarejestrowane. I podobnie z protonem i anty-protonem, neutronem i anty-neutronem. Jeden z twórców mechaniki kwantowej, wielki XX-wieczny fizyk Paul Dirac, na podstawie czysto teoretycznych rozważań doszedł do wniosku, że w przyrodzie powinien istnieć jakiś symetryczny świat antymaterii, a więc materii, która ma takie same własności jak materia, ale ma odwrócone znaki ładunków (anty-elektron z dodatnim ładunkiem elektrycznym, antyproton z ujemnym, anty-neutron czyli ten składnik jądra, który nie jest obdarzony ładunkiem, równy zero). Dodatkowa własność tej anty-materii jest taka, że po zetknięciu ze zwykłą materią ona znika. Elektron, spotkawszy się z anty-elektronem znika, zupełnie w taki sam sposób jak woda, która paruje. Ich energia związana z ich masą zostaje zamieniona na promieniowanie elektromagnetyczne, czyli te dwie cząstki znikają ale pojawiają się fotony, cząstki światła, które unoszą tę energię i mogą zostać zarejestrowane.
I podobnie z protonem i anty-protonem, neutronem i anty-neutronem.
A więc tam, gdzie materia styka się z antymaterią następuje anihilacja, czyli można myśleć, że to znika, ale tak naprawdę jest to przemiana na inny rodzaj energii. I tak naprawdę takie procesy na masową skalę się obserwuje w laboratoriach fizycznych, w tych wszystkich akceleratorach gdzie powstaje antymateria, gdzie fizycy nauczyli się ją wytwarzać.

Czy są takie gałęzie fizyki które specjalizują się w odnajdywaniu znikania?
Nie. Ja myślę, że fizycy w ogóle nie używają takich kategorii. Interesują ich raczej, że coś znika i wtedy fizycy się zastanawiają - no dobrze, ale co się z tym stało? W latach 30. już wiedziano, jak zbudowany jest atom, że w pewnym sensie jest podobny do takiego miniaturowego układu planetarnego - z masywnym jądrem w środku, wokół którego krążą elektrony. Z kolei to jądro jest zbudowane z protonów i neutronów. Elektrony i neutrony są cząstkami trwałymi. Fizycy potrafią wyrwać je z atomów i obserwować, tak jak oglądamy telewizor starego typu z lampą kineskopową. Bo to przecież jest tak, że strumień elektronów jest przyspieszany i bombarduje ekran i pobudza tę substancję, którą ekran jest pokryty do świecenia. A więc potrafimy świetnie to wykorzystywać. Fizycy zauważyli w latach 30., że neutrony, w przeciwieństwie do protonu i elektronu, są stabilne. Neutron wyrwany z jądra atomowego po kilku minutach rozpada się. Obserwując proces rozpadu naukowcy zauważyli, że taki neutron rozpada się na proton i elektron. Nie wszystkie zasady zachowania są spełnione, zasada zachowania ładunku jest spełniona, bo elektron ma ładunek ujemny, proton dodatni. Było zero, jest suma zero. Natomiast, gdy przyjrzano się, jaka jest suma energii noszonych przez proton i elektron, i jaka jest suma pędów, to okazało się, że to się nie zgadza, że energia takiego neutronu przed rozpadem była inna, większa, niż energia tych produktów rozpadu. I podobnie pęd. Jak to możliwe? Fizycy już wtedy byli bardzo głęboko przekonani, że energia i pęd nie mogą znikać. I wtedy szwajcarski fizyk Wolfgang Pauli wysunął hipotezę, że my w tym bilansie nie uwzględniamy wszystkiego, co bierze udział w tej reakcji. Musi być więc jeszcze jeden składnik, który unosi część tej energii i część pędu. Pauli nazwał ten składnik małym neutronem, czyli neutrinem. 30 lat później ten rodzaj cząstek został bezpośrednio zarejestrowany w laboratorium. Dzisiaj wiemy,że neutron, swobodny neutron, poza jądrem atomowym rozpada się na proton, elektron i anty-neutrino elektronowe, które nosi taką ilość energii i pędu, że suma odpowiada zasadom zachowania energii i pędu.

No dobrze, a co z teoriami fizyków? One znikają gdy fizyka idzie naprzód?
Bardzo rzadko. W historii fizyki, można podać takie przykłady, ale nie była to żadna z wielkich teorii, a raczej szczegółowe rzeczy. To Thomas Kuhn, filozof nauki, wymyślił te zmiany, rewolucję naukową. Napisał książkę, którą narobił wiele zamętu, nie wiadomo zupełnie dlaczego, Struktura rewolucji naukowych. Twierdził w niej, że w nauce, choć miał na myśli fizykę, co jakiś czas następuje coś, co nazywał zmianą paradygmatu, czyli zmianą zestawu pojęć, zmianą metody badawczej, sposobu formułowania praw fizyki i tak dalej. Tak naprawdę w historii fizyki miał miejsce tylko jeden taki przewrót, gdy po Koperniku przyszli Galileusz, Kepler i Newton. I Hook. I oni stworzyli nowoczesną fizykę. Ale ja bym nawet tego nie nazwał rewolucją. Po prostu to, co było wcześniej, to nawet jeszcze nie była fizyka. Wraz z Keplerem, Galileuszem, Newtonem narodziła się nauka, którą dzisiaj nazywany fizyką. Natomiast to, że Einstein sformułował teorię grawitacji jako ogólną teorię względności, absolutnie nie obala teorii Newtona. Wszystkie nasze satelity, nasi astronauci, taikonauci i kosmonauci – wszyscy oni latają. I do obliczeń ich torów lotów i żeby np. dwa pojazdy gdzieś na orbicie się spotkały całkowicie wystarcza teoria Newtona.
Einstein zauważył tylko, że istnieje pewna granica stosowalności tej teorii i zbudował teorię, która jest szersza. Ale teoria Newtona siedzi w teorii względności. Jako szczególny przypadek w przypadku słabych pól grawitacyjnych, w przypadku małych prędkości, teoria względności redukuje się do teorii Newtona i podobnie jest z innymi teoriami fizycznymi.
Teorie nie znikają więc, poznajemy granice ich stosowania, budujemy teorie szersze i głębsze, pomagające opisać szerszy zakres zjawisk, ale nie wyrzucamy tych starych teorii do kosza, chociaż były takie szczegółowe teoryjki, po których dziś już prawie nic nie zostało. Na przykład kiedy ludzie nauczyli się stosować fale elektromagnetyczne, to nie mogli zrozumieć w jaki sposób fale mogą przenosić energię w próżni. Wszystkie fale z jakimi mieli wcześniej do czynienia to były fale mechaniczne. Na przykład teraz, kiedy mówię do pani, to generuję fale drgań powietrza, takich zgęszczeń i rozszerzeń fal powietrza, które to zaburzenia mechaniczne tego ośrodka trafiają do pani ucha i pobudzają tam tę błonę i młoteczek i sygnał jest przekazywany do mózgu i odbierany jako dźwięk. Fale na wodzie, fale sejsmiczne - to wszystko są zaburzenia jakiegoś ośrodka. Tymczasem tutaj wydawało się, że brakuje tego ośrodka. W jaki sposósb ta energia może być przenoszona? I wymyślono hipotezę tak zwanego eteru. Przyjęto, że cały wszechświat musi być wypełniony eterem. To miał być ośrodek o bardzo niezwykłych własnościach. Miał być nieważki po to, żeby się nie skupiał, nie opadał na gwiazdy, czy planety, żeby równomiernie wypełniał całą przestrzeń. Miał być to ośrodek idealnie sprężysty, tak, żeby fala elektromagnetyczna, przechodząc przez niego nie powodowała jego odkształcenia i nie traciła energii. Słynne doświadczenie Michelsona-Morleya miało wykryć ruch Ziemi względem tego ośrodka. Rozumowano, że skoro ośrodek wypełnia cały kosmos, to jak Ziemia porusza się, powinniśmy być w stanie zmierzyć jej prędkość względem tego ośrodka. Doświadczenie dało negatywny wynik. I to było podstawą sformułowania przez Einsteina szczególnej teorii względności. Wiemy, że eteru nie ma i że energia jest przenoszona przez zaburzenia pola elektromagnetycznego i może ona się rozchodzić w próżni.
Inny przykład - kiedyś ludzie nie rozumieli, dlaczego ciepło jest zawsze przekazywane od ciała o wyższej temperaturze do ciała o niższej temperaturze, nigdy na odwrót. Nie znano budowy atomu ani fizyki statystycznej – wymyślono więc hipotezę takiego ośrodka o niezwykłych własnościach. Ten ośrodek nazywał się cieplikiem. Cieplik miał mieć taką zagadkową własność, że miał być niejako wchłaniany, tym bardziej do wnętrza ciała, im bardziej ciało miało wyższą temperaturę. Więc jak mieliśmy dwa ciała o różnych temperaturach i zetknęliśmy je ze sobą to ten cieplik przepływa z tego miejsca gdzie jest go więcej, czyli z ciała o wyższej temperaturze, do tego ciała gdzie jest go mniej, czyli ciała o niższej temperaturze. I to miało powodować wzrost temperatury jednego ciała i spadek temperatury innego. Teraz wiemy, że żadnego cieplika nie ma. Wiemy, że ciepło to energia chaotycznych drgań atomów i cząsteczek. Przy kontakcie ta energia jest przekazywana. Tak samo jak przekazywana jest energia kogoś, kto biegnie po zatłoczonych schodach w metrze i roztrąca ludzi, popychając ich na boki. Tak mniej więcej to działa.

Cieplik to taka jak z Leśmiana postać. No dobrze. Ale kiedy przygotowywaliśmy się do spotkania z panem to jeden kolega powiedział do mnie tak: No tak oczywiście, przecież to jasne, że znika, bo od razu widać, że znika. Takie światło na przykład, znika.
Nie znika. My obserwujemy światło. Najstarsze światło we wszechświecie to światło, które zostało wyświecone przez materię prawie 14 miliardów lat temu. 200 000 lat po wielkim wybuchu. Wszechświat zrobił się na tyle rzadki, że stał się przezroczysty. I to światło leciało do nas przez cały wiek wszechświata i my dzisiaj to światło rejestrujemy. Ono nigdzie nie zniknęło.
To są te fotony, które istniały 14 miliardów lat temu.

Nie sądzę, żeby to jakoś wyjaśniło koledze sprawę, ale wydrukujemy to wyjaśnienie.
Niektóre teorie znikają w mrokach niepamięci. Tak jak eter czy cieplik. Po eterze dzisiaj zostało tylko powiedzenie: na falach eteru.

Ja myślę, że moglibyśmy też porozmawiać o takim znikaniu punktów zainteresowania fizyki. Bo ewidentnie można wyróżnić na przestrzeni dziejów takie tematy, które są przedmiotem zainteresowania fizyków. Od czego to zależy?
Przede wszystkim od dostępnych metod. Fizycy interesują się tym, czym da się interesować. Jeżeli dostają jakiś instrument tak jak 400 lat emu dostali lunetę - Galileusz spojrzał przez nią na niebo i zobaczył plamy na Słońcu, kratery na Księżycu i nierówny brzeg tarczy Księżyca. Zobaczył księżyce Jowisza. Zobaczył przede wszystkim nowe gwiazdy, których nikt wcześniej nie widział. Ludzie od razu zaczęli się tym interesować, ulepszać te lunety, budować coraz większe teleskopy itd. To samo z cząstkami elementarnymi. Maria Curie badała zjawisko promieniotwórczości ze swoim mężem i z Becquerelem i z innymi, nie mając pojęcia, co to zjawisko wywołuje. Ale to spowodowało, że idea atomów wróciła, i że ludzie zaczęli się tym interesować, zaczęli odkrywać nowe cząstki elementarne, nauczyli się badać świat w zakresie wysokich energii, zaczęli zderzać te cząstki coraz większymi energiami. Niewątpliwie jest więc tak, że genialny czysto teoretyczny pomysł sugeruje eksperymentatorom, czego powinni szukać. Bardzo często też wyniki obserwacji i wyniki eksperymentów, skłaniają teoretyków do interpretacji. Humanistyka jest zupełnie inna, z tego podstawowego powodu, że w nauce jest jakaś ciągłość i postęp a w humanistyce i sztuce tego nie ma. To chyba Władysław Tatarkiewicz na jednym ze swoich ostatnich wykładów powiedział, że największym osiągnięciem filozofii jest historia filozofii. Że filozofia nie jest po to, żeby odpowiadać na głębokie filozoficzne pytania, tylko, żeby je stawiać. Ale żadne z wielkich pytań filozoficznych nie uzyskało odpowiedzi. My dzisiaj jesteśmy równie mądrzy jak byli starożytni filozofowie i to dlatego student filozofii musi znać teksty starożytne i historię filozofii. Żaden student fizyki nie czyta prac w oryginale. Nikt z nas nie przeczytał Pryncypiów Newtona, większość z nas nie przeczytała oryginalnych prac Einsteina. Bo to nie jest do niczego potrzebne. Dlatego, że jest postęp. To już zeszło do poziomu fundamentów. My tę myśl musimy znać. Czy jakąś technikę obliczeniową czy coś takiego. Natomiast kto to odkrył, dlaczego to odkrył, jakie były pomysły zanim to odkrył, nie jest istotne. My na przykład nie musimy znać tych błędnych tropów. Większość studentów, gdyby pani spytała tych doktorantów , nie wie, co to był cieplik ani eter. Natomiast w humanistyce tak nie jest. Prawdziwy humanista musi przeczytać te parę tysięcy książek i prac i jeszcze do tego musi znać martwe języki. Nawet nie wiem, w jakim języku zostało napisane twierdzenie Pitagorasa. Wystarczy, że wiem na czym ono polega.

Ale nie jest to wstęp do wykładu o wyższości fizyki nad…
Nie. To jest inna wiedza, inny rodzaj poznania świata. To jest mój prywatny sposób patrzenia na to, bez aspirowania do kompetencji czy mądrości.
Nauka opisuje rzeczywistość w tym zakresie, w jakim jest w stanie to robić. I nauka dochodzi do prawd , które mają zupełnie inny charakter niż te prawdy, nazwijmy to humanistyczne. To są prawdy obiektywne. Ja jestem absolutnie tępym racjonalistą w tej dziedzinie. Wszyscy ci postmoderniści, którzy uważają, że prawa budowane przez nauki przyrodnicze to prawa tak samo zanurzone w kontekście społecznym jak socjologia, psychologia czy ekonomia - otóż jest to absolutna nieprawda. Wziąłbym takiego postmodernistę, wystawiłbym go za kołnierz przez barierkę balkonu i powiedział tak: Jeśli uważasz, że prawo powszechnego ciążenia odkryte przez białego martwego mężczyznę 300 lat temu nie jest obiektywne, to sobie je zrekonstruuj, ja teraz cię puszczam. Otóż ja dokładnie mogę przewidzieć, po jakim czasie ten człowiek się roztrzaska na podwórku i on na to nic nie poradzi.
W takim razie nie ma w fizyce także gender, prawda?
Nie ma i być nie może. Nie ma feministycznej matematyki. Choć powstają takie książki. Niektóre panie uważają, że tak jest, ale to jest absolutna brednia. Prawo Pitagorasa jest takie samo dla wszystkich. W związku z tym, ten niebywały postęp w ciągu ostatnich 400 lat, który się zaczął nie z Kopernikiem. W tym miejscu muszę mówić to po cichu, ale Kopernik był ostatnim wielkim starożytnym uczonym. On opisywał świat w sposób, w jaki robili to starożytni. On nie budował żadnej teorii. W tym nie było żadnej abstrakcji. On tylko mówił, on opowiadał, jaki ten świat jest. Dla niego Układ Słoneczny i sfera gwiazd stałych to był cały wszechświat. Jego model to po prostu opis „jak to jest”. Tymczasem to, co zrobił Kepler ma już zupełnie inny charakter. Kepler powiedział tak: Planeta porusza się po elipsie, dowolna planeta. Nie powiedział ta planeta. Gwiazda znajduje się w ognisku tej elipsy. Jaka gwiazda? Dowolna gwiazda. Oprócz słońca to może być dowolna gwiazda, wokół której krąży jakaś planeta. To miało uniwersalny charakter. To były pierwsze po tysiącach lat ogólne prawa przyrody. Starożytni tych ogólnych praw prawie nie znali. Mógłbym przytoczyć tutaj Prawo Archimedesa. Pitagorejczycy mieli pewną wiedzę o tym, jaki jest związek długości struny z wysokością tonu, jaki wydaje ale nic poza tym. Poza tym chodziło o opowiadanie. Arystoteles opowiadał, jaki jest świat, ale nie budował teorii, którą można wziąć i zastosować. Kepler tworzył swoje prawa o ruchu planet z myślą o naszym Układzie Słonecznym w tym samym czasie, kiedy Galileusz wziął lunetę, spojrzał na niebo i zobaczył księżyce Jowisza. I okazało się natychmiast, że prawa Keplera, stworzone z myślą o planetach krążących wokół Słońca, można było idealnie zastosować do Jowisza i jego księżyców. Modelu Kopernika do niczego innego zastosować nie było można. Kepler, Galileusz a potem Newton i Hook - to są narodziny nowoczesnej nauki w ogóle, nie tylko fizyki. One się wiążą ze stworzeniem tak zwanej metody naukowej. Metody, która polega na tym, że, nie tak, jak chcieli starożytni, drogą filozoficznych spekulacji dochodzimy do tego, jaki jest świat. Przeciwnie. Obserwujemy realny świat. Przeprowadzamy eksperymenty. Zbieramy wyniki, próbujemy znaleźć jakieś uogólnienie, coś, co jest wspólne, wysuwany pewną hipotezę. Z tej hipotezy wyciągamy przewidywania dotyczące wyników obserwacji czy eksperymentów, których jeszcze nie przeprowadziliśmy. Robimy tę obserwację czy eksperyment.
Patrzymy, czy te wyniki są zgodne z przewidywaniami naszej hipotezy. Jeśli są zgodne, to hipotezę z biegiem czasu zaczynamy nazywać teorią. Ale wystarczy, że ktoś przeprowadzi eksperyment, którego wynik będzie niezgodny z przewidywaniami tej teorii, to teoria zostanie zjedzona.
Wspomniany duet Michelson-Morley powiedzieli tak: jeżeli eter istnieje, to jeżeli my będziemy badali prędkość światła w tym kierunku, a potem w przeciwnym to ponieważ prędkości powinny się dodawać. Prędkość ruchu Ziemi wokół Słońca do prędkości światła to powinniśmy dostać różne wyniki. A dostali takie same. Metoda naukowa pozwala odrzucać teorie jeśli okażą się sprzeczne z wynikami obserwacji. Odrzucane teorie wypadają z obiegu. Nikt się już nimi poza historykami nauki nie interesuje.

To drastycznie odmienna sytuacja niż w historii sztuki. Nieudane działania są przecież takie ciekawe.
Prawda? I w sztuce też - bo nie ma tych kryteriów zgodności wyników obserwacji doświadczeń z przewidywaniami teorii. Mamy takie pojęcie experimentum crucis - jak mamy teorię, to zawsze ambicją każdego fizyka jest wymyślić taki eksperyment, żeby negatywny wynik zabił tę teorię. No i dobra teoria pozwala to zrobić. Teorię będziemy nazywali dobrą jeżeli pozwala wysunąć takie przewidywania, że na podstawie wyników doświadczeń ewentualnie można tę teorię wyeliminować.

Zniknięcie moglibyśmy zaliczyć do zdarzeń dość rzadkich, W tej chwili w CSW w Warszawie trwa wystawa Niezwykle rzadkie zdarzenia, która odnosi się do tego jak środowiska, które uznajemy za stabilne, sprowokowane przez czynnik wcześniej nieprzewidywany na takie niezwykle rzadkie zdarzenia reagują.
Tzw. „efekt motyla”. Fizycy to badają, to ciekawe zjawisko.

I tu kategoria znikania również się pojawia, bo właśnie element, którego nie można przewidzieć może być nagłym brakiem, zniknięciem jakiegoś elementu.
Coś na pewno można przewidzieć, ale jest to inny rodzaj przewidywań. Nie możemy dokładnie powiedzieć, ale możemy ocenić prawdopodobieństwo. Musimy się przyzwyczaić, że samo słowo „przewidzieć” ma różne znaczenia.

No właśnie, czy fizyka przewiduje?
Fizyka właśnie na tym polega. Osiągnięciem fizyki jest to, że fizycy zrozumieli co można przewidzieć w różnych sytuacjach. Okazuje się, że pewne rzeczy są schowane przed nami nie dlatego, że nie mamy dostatecznie dokładnych narzędzi, tylko dlatego, że taka jest przyroda. Czyli to nie nasz niedostatek intelektualny czy technologiczny, ale natura świata. Są rzeczy związane np. ze schowaniem czegoś pod powierzchnią horyzontu czarnej dziury, czy z zasadą nieoznaczoności. Z analizy kwantowej wynika, że pewne pary wielkości mają takie własności, że im dokładniej mierzymy jedną wielkość, tym bardziej tracimy informacje o drugiej. Jeżeli bardzo dokładnie określimy, gdzie znajduje się cząstka, to zupełnie tracimy informację, z jaką prędkością się porusza. A jeśli dokładnie zmierzymy jej prędkość, to nie będziemy wiedzieli, gdzie ona jest. To nie jest problem instrumentalny, tylko taka jest natura świata. Świat taki jest.

Stanisław Bajtlik (ur. 1955 w Żywcu) – astrofizyk, pracuje w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. Jest autorem kilkudziesięciu prac naukowych i popularnonaukowych oraz książki Kosmiczny alfabet. Zajmuje się popularyzacją nauki. Artykuły popularne publikował m.in. w „Świecie Nauki”, „Spectrum der Wissenschaft”, „Wiedzy i Życiu”, „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”, „Postępach Fizyki”, „Młodym Techniku”, „Postępach Astronomii”, „Akademii”. Wraz z Arkadiuszem Orłowskim prowadził w latach 2005-2007 program popularnonaukowy w TVP1 Symulator faktu. Jest laureatem konkursu „Popularyzator nauki”, organizowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz serwis „Nauka w Polsce” Polskiej Agencji Prasowej.



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA